Odcinek 1 – Jak klimat wpływa na naszą postawę wobec pracy?

Cześć,
Witaj w podcaście przeznaczonym dla osób, które czują się przytłoczone pracą i chcą odzyskać energię i czas do realizacji marzeń, aby doświadczać dzięki temu większego poczucia osobistej wolności i spełnienia. Jest to miejsce stworzone dla osób, które dostrzegają że obciążenie pracą wywołuje u nich pustkę wewnętrzną, które czują że ich życie straciło przez nią smak, zupełnie jakby przygasła jakaś iskra. Jeżeli czujesz, że poza pracą nie masz siły na nic poza scrollowaniem telefonu, jeżeli masz poczucie że życie przecieka Ci przez palce, a Twoje dawne marzenia, plany i zainteresowania są tylko odległym wspomnieniem dawnego Ciebie, zapraszam Cię do słuchania tego podcastu. W każdym odcinku będę proponować Ci jedno narzędzie, które pomoże Ci w odzyskiwaniu oddanej w czasie pracy energii i witalności, a także pozwoli Ci wrócić do porzuconych zainteresowań, pasji czy hobby. Chciałabym, abyś dzięki tym odcinkom nauczył się budować dla siebie i pielęgnować takie przestrzenie w życiu osobistym, które cię karmią, w których zaczynasz czuć się spełniony i szczęśliwy.
Zanim jednak zaproszę Cię do wykonania pierwszego ćwiczenia, pozwól że zrobię wstęp, który mam nadzieję pozwoli Ci złapać nową perspektywę spojrzenia na pracę, dzięki czemu umieścisz być może swoja aktywność zawodową w zupełnie nowym kontekście. Mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie coś ciekawego i odświeżającego. Zaczynajmy.
Ze względu na to, że nie przepadam za okresem jesienno-zimowym, kiedy jest chłodno i dociera do nas w Polsce mniej światła słonecznego, staram się zawsze umilić sobie ten czas oglądając i porządkując zdjęcia z wakacji w ciepłych krajach lub oglądając filmy i czytając książki o krainach gdzie zawsze świeci słońce. Karmię się w ten sposób mentalnie i duchowo obrazami świeżości i witalności przyrody, której z kolei wegetacja w naszym klimacie na pewien czas zamiera. Dzięki temu jest mi cieplej w taki subiektywny sposób. Ten rok jest dla mnie wyjątkowy, ponieważ natrafiłam na książkę pana Damiana Leszczyńskiego na temat wysp południowego Pacyfiku. Pan Damian Leszczyński jest filozofem i profesorem nauk humanistycznych, autorem książek podróżniczych i tłumaczem. W swojej książce opisuje on życie i zwyczaje tubylców z wysp archipelagu Fidżi, a także historię ich kontaktów z białym człowiekiem, czyli z nami. Książkę tę przeczytałam z dużym zainteresowaniem i w tym odcinku chcę m.in. podzielić się z Tobą wątkami z tej publikacji, które dotyczą przede wszystkim różnic mentalnych pomiędzy nami i Fidżyjczykami, które warunkują nasze różne podejście do pracy.
Fidżyjski bohater i mąż stanu wykształcony w Oksfordzie imieniem Ratu Lala Sukuna w 1939 r. wygłosił odczyt pt. „Fidżyjska wizja Europejczyków”. Stwierdził on, że ludzie biali żyjący w klimacie umiarkowanym mają pewne cechy wspólne. W jego opinii jesteśmy bogaci, mamy mnóstwo przedmiotów, którymi czasami chcemy się dzielić a czasami wymieniamy na inne dobra, których niezmiernie pożądamy. Stwierdził dalej, że wśród naszych sprzętów domowych jest jeden, któremu stale służymy i jesteśmy mu poddani od kołyski aż po grób. I teraz mam do Ciebie pytanie – słuchaczu / słuchaczko. Czy wiesz o jaki przedmiot chodzi? Ratu Lala Sukuna twierdzi że jest to zegar. Wg niego jesteśmy niewolnikami zegara. Jak opisuje dalej pan Leszczyński – dla beztroskich mieszkańców wysp południowego Pacyfiku wydajemy się „rygrystyczni, poważni, zawzięci i zniewoleni przez przedmioty”.
Wg Ratu biali ludzie maja jeszcze jedną bardzo szczególną cechę, która jest wg niego obca ludziom pasatowych wysp Pacyfiku: biali ludzie się martwią. Martwimy się o swoją przyszłość, o pracę, rodzinę, pieniądze, karierę, urodę, zdrowie, o napływ imigrantów, o wojny na drugiej pókuli – jednym słowem o wszystko. Wg Ratu fanatyczna troska, uzależnienie od planów i ciągłe zmiany są czymś naprawdę skrajnie obcym mentalności wyspiarskiej. Osobiście nie chce mi się wierzyć, aby żadnej Fidżyjczyk niczym nigdy się nie martwił. Jednak uważam, że w przytoczonym przez Ratu opisie jest ziarno prawdy.
Dlaczego tak się dzieje, dlaczego tacy jesteśmy? Japoński filozof Tetsuro Waitsuji twiedził, że podstawowe różnice klimatyczne maja wpływ na postawę człowieka wobec świata. Z pamiętników podróżników opisujących ludzi Pacyfiku wynika, że tubylcy są z jednej strony beztroscy, radośni i żywiołowi, lubiący taniec i śpiew, raczej gardzący pracą i żyjących z dnia na dzień, a z drugiej – sprytni, przebiegli i zdolni maskować swoje uczucia. Można więc wysnuć wniosek, że wcale nie są oni mniej inteligentni od nas. Nasuwa się więc pytanie dlaczego nie posiadali oni wyższego poziomu rozwoju cywilizacji, kiedy na archipelag Fidżi dotarli pierwsi Europejczycy? Wg autora książki odpowiedź jest prosta – wystarczy spędzić kilka miesięcy w klimacie pasatowym, gdzie człowiek nie doświadcza ani głodu ani chłodu. Wówczas ma naprawdę sporo wolnego czasu. Postawa beztroski jest dla wyspiarzy naturalna. Wg autora beztroska wywołana klimatem w którym ciepło jest na wyciagnięcie ręki i dostępne dla wszystkich, a dojrzałe owoce spadają z drzew, uwalnia poniekąd od tworzenia grafików, planów i wytężonej pracy. Wg autora Fidżyjczycy nie rozwinęli wysokiego poziomu cywilizacji, bo im się po prostu nie chciało. Tutaj muszę nie zgodzić się z autorem, co do przyczyny takiego stanu rzeczy. Gdyby samo życie w ciepłym klimacie miało przeciwdziałać tworzeniu cywilizacji, wówczas wspaniałe cywilizacje Sumeru czy Babilonu nigdy by się nie rozwinęły. A stworzyli oni kanały irygacyjne opanowali geometrię, rachunkowość, opracowali też zegar słoneczny itd. Wydaje mi się, że na niższy rozwój cywilizacji fidżyjskiej od europejskiej wpływ miała izolacja geograficzna. Fidżi to archipelag wysp, a Europa to dość duży kontynent, w którym obieg idei i wynalazków był dużo bardziej dynamiczny. A to sprzyjało ogólnemu postępowi. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że w Polsce szlachta bardzo długo blokowała zniesienie pańszczyzny, rozwój miast i mieszczaństwa, a polowania na zające przedkładała nad rozwój nauki i wynalazków, to być może w porównaniu z nami cywilizacja Fidżyjczyków nie wypada, aż tak źle. Inną przyczyną braku niskiego poziomu cywilizacji Fidżyjskiej mógł być brak dostępności niektórych surowców, które występują np. na naszym kontynencie.
Faktem jest jednak, że dzięki prądowi południoworównikowemu, temperatura wód oceanu w rejonach Fidżi utrzymuje się stale na poziomie 26-28 stopni Celsjusza. Towarzyszące mu pasaty wschodnie sprawiają, że równikowy upał łagodzony jest tam stale przez morską bryzę. Jest to zatem klimat stały i przewidywalny, o bujnej roślinności i faunie pozbawionej większych drapieżników. Autor książki słusznie zauważa, że życie w takim klimacie jest przyjemne i potrafi wprowadzić człowieka w stan beztroski, na którą w innych rejonach Ziemii – choćby w naszej strefie umiarkowanej, trzeba ciężko zapracować. I powiem Ci szczerze, że to stwierdzenie było dla mnie wstrząsem. Zawsze czułam, że klimat umiarkowany wbrew pozorom nie jest łatwy do życia, ale dzięki autorowi zdałam sobie z tego sprawę bardzo wyraźnie. Strefa pasatowa pozwala ludziom żyć bez dwóch pierwotnych strachów, które towarzyszą nam – ludom północy od urodzenia. Jak myślisz jakie to strachy? Jak już wspomniałam, jest to strach przed głodem i strach przed zimnem. Całkowicie zgadzam się z autorem, że strach przed zimnem i strach przed głodem trwale formatuje życie ludzi takich jak my, żyjących w klimacie umiarkowanym. Nie zmienia tego możliwość ogrzewania domów, ani nowe technologie rolnicze. Energia nieustannie drożeje, wegetacja w klimacie umiarkowanym jest krótka. Kto nie pracuje ten nie je, kto nie pracuje ten ginie z zimna. Taka jest brutalna prawda. A człowiek jako gatunek pojawił się po raz pierwszy jednak w klimacie tropikalnym i pierwotnie do niego przynależy. Zawsze uważałam, że aby żyć w klimacie umiarkowanym trzeba być naprawdę bogatym. Sądzę, że to jest pełna egzotyka dla organizmu człowieka – dużo lepiej przystosowanego do pocenia się niż do marznięcia. Żeby żyć w tym klimacie potrzebujemy dużej ilości – jak ja to nazywam – klimatycznych gadżetów behawioralnych – czyli technik i przedmiotów służących adaptacji do klimatu – ogrzewanych domów, grubych ubrań, szklarni, latarek itd. Zawsze kiedy jadę do ciepłego kraju – czuję całą sobą, że nareszcie jest normalnie. Zupełnie nieegzotycznie tylko po prostu normalnie. Aby utrzymać nasze ciała przy życiu w klimacie umiarkowanym potrzebujemy albo odziedziczyć duży spadek, albo po prostu mieć jakąś pracę.
Dlatego od zawsze bawił mnie teatr rozmów kwalifikacyjnych, gdzie na pytanie „Dlaczego chce pani u nas chce pracować” – zamiast odpowiedzieć „Ponieważ moją pasją jest nieumieranie z głodu” wypada odpowiedzieć „Bo zawsze chciałam pracować dla X (i tutaj możemy wstawić dowolną wzniosłą idę lub firmę). Oczywiście nie przeczę, że warto, aby pracą człowieka kierowały wzniosłe idee. Tak często się dzieje i całe szczęście. Chodzi mi bardziej o to, że nawet przez ich istnienie pierwotne potrzeby takie jak pożywienia i schronienia nie znikają samoistnie. Dzielę się z Toba spostrzeżeniem, bo w pewnym sensie jesteśmy klimatycznymi niewolnikami, ale na co dzień często o tym nie myślimy. Przyjmujemy pewne fakty za normalne, przez to że żyjemy w naszej klimatyczno-informacyjnej bańce. Urodziliśmy się tutaj, mamy tu rodziny, znajomych, tak po prostu jakoś wyszło. Dlatego tak cenne jest dla mnie spojrzenie wspomnianego Ratu, który znał zarówno kulturę ludzi z południowego Pacyfiku, jak i Europejczyków. Dzięki temu mógł dokonać subiektywnego porównania obydwu ras ludzi.
Nieliczni z nas decydują się na geoarbitraż, czyli na wyjazd do klimatu, gdzie rachunki za ogrzewanie są niższe. Warto dodać, że na Fidżi zdarzają się huragany, wybuchy wulkanów czy tsunami. Mają jednak one charakter chwilowy. U nas przymus pracy ciągnie się przez całe życie. Do czasu przybycia białych kolonizatorów Fidżyjczycy nie traktowali swoich zajęć jako pracy. Wykonywali czynności po to, aby uzyskać to, czego chcą. Ale nawet takim czynnościom jak tworzenie naczyń, budowa łodzi czy sadzenie pochrzynu (rosnącej tam jadalnej rośliny), towarzyszyło często dużo zabaw i okazji do plotek. Wystarczy porównać to z cywilizacją europejską, gdzie mimo rzekomego postępu cywilizacyjnego mamy wciąż 8 godzin pracy, czas przerw jest ściśle reglamentowany, produktywność badania i oceniana. Innymi słowy kultura zapierdolu, wyrażająca się inaczej hasłami „szybciej, lepiej, wyżej, dalej”. W przypadku Polski jest to dodatkowo również brak ofert pracy w niepełnym wymiarze godzin, jeśli ktoś np. musi opiekować się dzieckiem lub innym członkiem rodziny, albo po prostu realizuje się w innych dziedzina życia, niż tylko praca.
Pan Janusz Czapiński w swoim artykule „Gdzie kocha się życie” w opozycji do pana Leszczyńskiego odwołuje się nie do klimatu jako takiego, ale do ludzkiej zdolności adaptowania się do klimatu i wynikającego z tego dobrostanu. Twierdzi, że gospodarka industrialna wymaga wysokiego poziomu chęci i umiejętności współpracy oraz wzajemnego zaufania. Uważa, że to są właśnie cechy narodów Północy, gdzie ludzie muszą wspólnie stawiać czoło mrozom, głodowi itd. Powołuje się przy tym na badania naukowe nad szczęściem duńskiego socjologa Ruuta Veenhovena. Uważa on że zaspokojenie podstawowych potrzeb większości obywateli skutkuje podniesieniem średniego poziomu dobrostanu. Dzięki temu – twierdzi – kraje północy mogły stać się szczęśliwsze od krajów południa. Dane Instytutu Gallupa z 2012 roku pokazują, że chłodna północ jest faktycznie szczęśliwsza od ciepłego południa. Jednak na zależność między szczęściem a dobrostanem wpływa poziom bogactwa. Bogactwa na które trzeba nieraz ciężko zapracować. Wyeliminowanie czynnika zamożności sprawia, że kraje północy (np. Polska) stają się jednak mniej szczęśliwe od krajów południa. Mówiąc o krajach południa autor ma na myśli głównie kraje o klimacie śródziemnomorskim, tam bowiem nie ma skrajnych upałów. Tak czy owak, wspaniałe cechy ludów północy mają wytwarzać kulturę współpracy, kompromisu i tolerancji nazywaną pomostowym kapitałem społecznym. Wyraża się ona w czystości zasad działania podmiotów gospodarczych. Czy tak jest faktycznie? Czy tego doświadczasz w Polsce? Proponuję, abyś jako mieszkaniec kraju północnego sam odpowiedział sobie na to pytanie.
Wg mojej opinii nawykowe wchodzenie w strefy trudnego do życia klimatu nie jest dobrą strategią dla gatunku homo sapiens, mimo jego niezaprzeczalnych zdolności adaptacyjnych. Uważam, że klimatyczne gadżety tj. jak ciepłe rękawiczki nie sprawią, że do mojego ciała docierać będzie więcej światła słonecznego podczas polskiej zimy. Obecność pomostowego kapitału społecznego nie sprawi również, że moje ciało w magiczny sposób zamieni swój doskonały system termoregulacji (pocenia) na gęste futro. Uważam po prostu, że natury mimo wszystko nie da się do końca oszukać. Jeśli dodam jeszcze do tego fakt, ze mózg człowieka nie jest przystosowany do wielgodzinnego przesiadywania przed komputerem wśród gąszcza informacji i mielenia tysiąca bodźców, ale bardziej naturalny jest dla niego ruch i wysiłek umysłowy podzielony na mniejsze porcje czasowe, to może okazać się że wspaniała cywilizacja krajów północnych nie rekompensuje do końca walorów krajów południowych. Bowiem konieczność zdobycia klimatycznych gadżetów tj. ogrzewane mieszkanie czy jedzenie sprawia, że życie człowieka jest skupione właściwie głównie na przetrwaniu i wynikającej z tego ciągłej pracy. Tylko czy rzeczywiście życie w klimacie umiarkowanym jest tego warte? Wg mnie nie do końca.
Zapytałam się moich znajomych czy znają osobiście kogoś kto żyjąc w naszym klimacie umiarkowanym mógłby nie pracować przez rok czasu i nie umrzeć z głodu i z zimna, a nawet zachować dotychczasowy poziom życia i wiecie, co? Nie znali oni nikogo takiego. Nie na darmo już małym dzieciom opowiada się w szkołach bajkę o mrówce i koniku polnym. Dzięki temu ich umysł formatowany jest w kierunku pracy. Samo pytanie – kim chcesz być kiedy dorośniesz, w domyśle stawia pytanie o wybór profesji. Bo bycie po prostu sobą w naszym klimacie to zdecydowanie za mało. Trzeba być kimś, a najlepiej – z zawodu. Mrówka z bajki to przecież my, a konikiem polnym mógłby być Fidżyjczyk sprzed okresu spotkania białego człowieka. Pozbawiony lekarstw, elektroniki i wielu innych wynalazków europejskiej kultury, otoczony ciepłym oceanem i słonecznym niebem. Żyjący bez pośpiechu, w zgodzie z rytmem swojego ciała. Pomijając brak lekarstw, który nie jest oczywiście niczym dobrym, to nie o tym marzymy kiedy planujemy urlop? O braku przesiadywania w pracy, o pięknej przyrodzie itd. Wtedy na chwilę przenikamy do tego świata beztroski, choćby w bardzo niewielkim stopniu. Szkoda tylko, jak pokazuje historia Fidżi, że biali ludzie zaczęli przeszczepiać swoją kulturę strachu o przetrwanie i kulturę pracy na ludy, żyjące w klimacie gdzie z założenia życie jest po prostu łatwiejsze. Tworząc plantacje bawełny na Fidżi podczas wojny secesyjnej w Ameryce, zaczęli traktować pełnoprawnych właścicieli tych ziem jak zwykłych niewolników. W naszym klimacie umiarkowanym myślenie o pracy jako najwyższej wartości starają się nam dzisiaj wpoić szkoły w których dzieci spędzają prawie tyle samo czasu co dorośli w pracy, a także agencje pracy tymczasowej, które nieraz upominają młodych niedoświadczonych kandydatów aby sami pierwsi nie zadawali pytania o kwestie finansowe, bo to przecież wstyd. Ważna jest praca, a nie to co się z niej ma.
Opisałam to wszystko, ponieważ zauważyłam, że w kontekście życia i pracy, wątek klimatu w którym się żyje jest często pomijany. A klimat tak naprawdę wpływa w znaczącym stopniu zarówno na moje i Twoje życie i konieczność pracy. Wpływa na kupno różnych przedmiotów, które w innym klimacie byłyby zupełnie nieprzydatne. Często przyjmujemy pewne rzeczy za oczywiste, podczas gdy one wcale takie oczywiste nie są, bo życie na Ziemi nie wszędzie wygląda tak samo. I to generuje różne podejścia wobec zjawiska pracy.
W tym odcinku chciałabym Cię zaprosić do zrobienia ćwiczenia, które pomoże Ci spojrzeć na swoje życie z lotu ptaka i ocenić swój poziom satysfakcji z własnej egzystencji. Mam nadzieję, że dzięki temu zdystansujesz się nieco wobec pracy, która być może przesłania cały horyzont Twojego życia. Chcę abyś zobaczył metaforycznie kawałek błękitnego nieba, zasłoniętego obecnie całkowicie przez pracę i sprawy z nią związane.
Szczegółową instrukcję do tego ćwiczenia znajdziesz tutaj:




