Odcinek 5: 5 pułapek świata pracy, które warto znać

Cześć, nazywam się Monika Dąbrowska – jestem psychologiem, a to jest podcast dla osób, które czują się przytłoczone pracą i chcą odzyskać energię i czas do realizacji marzeń, aby doświadczać dzięki temu większego poczucia wolności i spełnienia.
Zanim przejdę do głównego tematu dzisiejszego odcinka chciałabym zaprosić Cię do skorzystania z Biblioteki Narzędzi Podcastu. Jest to miejsce, w którym znajdziesz dodatkowe, całkowicie bezpłatne materiały. Mają one postać narzędzi i ćwiczeń rozwojowych, dzięki którym będziesz mógł zgłębić bardziej temat poruszany w konkretnym odcinku i tym samym polepszyć jakość swojego życia. Szczególnie polecam Ci tzw. „Kalendarz Doładowań” oraz ćwiczenie „Odzyskaj radość życia”. Link do materiałów znajdziesz w opisie do tego odcinka.
Do nagrania tego epizodu skłoniła mnie lektura znakomitej książki pt. „Cześć pracy. O kulturze zapierdolu”, a także przeczytane w Internecie posty i zasłyszane opowieści na temat pracy. Poprzez przytoczenie 5 pułapek na temat świata pracy chciałabym Cię uczulić na to, co może potencjalnie odbierać Ci radość i poczucie wolności.
Pułapka nr 1
To pracodawca ocenia i rozlicza pracownika z jego pracy
Dlaczego w moim przekonaniu jest to pułapka. Podejmując nową pracę jesteśmy zazwyczaj przyzwyczajeni do tego, że ocenia nas tzw. pracodawca, a dokładniej – zakład pracy. Od 1 czerwca 1996 r. słowo pracodawca zastąpiło „zakład pracy”. Słowo pracodawca domyślnie narzuca nam myślenie, że pracodawca nam coś daje, a mianowicie pracę (i wypłatę, którą otrzymujemy). Słowo pracownik pozbawione jest elementu „dawca”, wskutek czego często zapominamy, że my także jako pracownicy coś temu pracodawcy dajemy, a mianowicie – nasz czas, energię i umiejętności. Wszak to dzięki ofiarowaniu tych naszych zasobów tzw. pracodawca może w ogóle istnieć i zarabiać. Dlatego szczególnie ważne jest, aby już na etapie okresu próbnego nie umniejszać swojej roli, jako pracownika, czyli tej osoby, która rzekomo tylko bierze a nic nie daje. Bo to zwyczajna nieprawda. Elementem, który może tłumaczyć naszą czołobitność wobec pracy i nasze złe samopoczucie, kiedy jesteśmy jej pozbawieni, mogą być nie tylko przekazy starszego pokolenia, ale również fakt że jako społeczeństwo mieliśmy trudną historię i żyjemy w wymagającym klimacie – potrzebujemy coś jeść i gdzieś mieszkać. Dlatego podejmujemy pracę, aby utrzymać mieszkanie, zarobić na ubrania, jedzenie itd. Sprawia to, że niekiedy w desperacji czepiamy się pierwszej lepszej pracy i tkwimy w niej mimo, że mentalnie i emocjonalnie nas ona niszczy i odbiera radość i smak życia. Obiecujemy sobie późnej, że jak tylko pojawi się lepsza oferta, to zmienimy pracę obecną na inną. Najczęściej jednak robimy tak głównie ze względów finansowych, a nie emocjonalnych. Obrastamy w przyzwyczajenie chodzenia to takiej a nie innej pracy, mija dzień za dniem i w pewnym momencie budzimy się, ze zdziwieniem, że jak to się stało że spędziliśmy w nielubianym miejscu, aż tyle lat.
Jeżeli ten temat jest Ci bliski, chciałabym zaproponować Ci ćwiczenie pt. „Sprawdź czy już czas na zmianę pracy”. Dzięki zestawowi pytań pomoże Ci ono zweryfikować, czy Twoja obecna praca służy Tobie nie tylko finansowo, ale też mentalnie i emocjonalnie, wspierając Twoją radość życia, witalność, poczucie sensu i realizację ważnych dla Ciebie wartości. Zadaniem tego narzędzia jest przede wszystkim obudzenie Twojej świadomości i ukazanie nowej perspektywy w spojrzeniu na pracę nie jako na pępek świata, ale jako na jeden z wielu elementów życia. Narzędzie to stworzyłam sama dla siebie, po tym jak popadłam w pracoholizm w pierwszej pracy i okoliczności sprawiły, że musiałam szukać nowej. Nie chciałam sprawić, aby strach przed brakiem pracy przesłonił całe moje życie i spowodował, że będę kurczowo trzymać się pierwszej lepszej posady.
Opisany powyżej temat ten jest ważny z dwóch powodów.
Po pierwsze – jeżeli pracujesz na etacie to sam wiesz, że praca to istotna część życia, bo spędzasz w niej aż 8 godzin dziennie. W naszym kraju popularna jest wymiana czasu na pieniądze. Nawet jeśli chciałbyś w swoim zawodzie pracować nieco krócej, to niestety niewiele jest ofert pracy na niepełny etat w Polsce. Dlatego tym bardziej ważna jest ocena stanowiska pracy i pracodawcy, tak aby nie spędzić tysiąca godzin swojego życia w atmosferze i miejscu, które Ci nie odpowiada.
Po drugie – pomimo przychylności części społeczeństwa wobec skróconego tygodnia pracy, wprowadzenie tej wizji w życie jest dość odległe i nie wiadomo tak naprawdę czy kiedykolwiek nastąpi. Społeczeństwa zmieniają się bowiem z prędkością lodowca, nie uznają dziś nawet faktu że z wiekiem powinniśmy stopniowo pracować coraz mniej, chociażby dlatego że sił mamy coraz mniej a nie więcej. Dlatego warto, abyś dbał na co dzień o swoją radość życia, plany i dobre samopoczucie, zamiast odkładać to na emeryturę.
Pułapka nr 2
Pracodawca z reguły chciałby, aby pracownik dawał z siebie 100% a nawet więcej
Pewien polski przedsiębiorca i zarazem pracodawca powiedział swoim wywiadzie, że panuje u niego zasada, że menadżerowie są jak żołnierze. Cytuję: „Menadżerowie czasie wojny muszą być na posterunku. Lubię sprawdzać czy są dostępni pod telefonem w weekendy.
Taki mam styl. Odpoczywać będą, gdy zakończą kariery. Teraz jest czas, by działać na pełnych obrotach, sam daję z siebie wszystko. To jakby sportowiec, który przez całe życie ciężko trenował, nagle odpuścił walkę o mistrzostwo będąc w świetnej formie. My właśnie teraz jedziemy w Tour de France.” I dalej „Mówi się, że gdy człowiek kocha swoją pracę, to całe życie jest na urlopie – tak właśnie jest u nas. Ci zaangażowani nie patrzą na zegarek, bo praca jest ich pasją.” Koniec cytatu.
Myślę sobie, że są pewnie osoby, które lubią wyzwania zawodowe i odpowiada im fakt, że ktoś dzwoni do nich w weekend np. podczas romantycznego spotkania z druga połówką. Jeżeli masz pracę, która wymaga od Ciebie dużo i jesteś zadowolony, to bardzo dobrze.
Ja nie lubię dawać z siebie w pracy 100% energii, gdyż potrzebuję jej również na dalszą część dnia, tzn. po pracy. Sama spotkałam się ostatnio z pytaniem, czy nie chciałabym zrobić w pracy czegoś więcej, bo jeśli miałabym się w jakiś sposób wykazać, to gdzie jak nie tu – czyli w pracy. Zupełnie tak, jakby poza pracą nie było przestrzeni na to, aby się „wykazać”. Poczułam wewnętrzny zgrzyt. Otóż istnieje przestrzeń na to, aby się wykazać – choćby tworząc podcast. Ciekawa jestem, jak jest u Ciebie? Czy również uważasz, że praca jest jedynym miejscem, w którym możesz zrobić coś więcej? Czy może znajdujesz inne przestrzenie poza pracą w których możesz chcieć to zrobić?
Pułapka nr 3
Pracodawca z reguły chce jak najmniej zapłacić za jak najwięcej wykonanej pracy – rzecz o poliglotach
Ostatnio odbyłam ciekawą rozmowę na temat pracy z kolegą, który pracował jako specjalista do spraw IT do wspomagania procesów dla partnerów zagranicznych. Kolega był zatrudniony tylko z językiem angielskim, natomiast w jego zespole pracował również inny pracownik – nazwijmy go Maciek – pracował z językiem angielskim i norweskim. Za język norweski dostawał dodatkowe pieniądze, ponieważ był to język dodatkowy. W międzyczasie pojawiło się w firmie zapotrzebowanie na obsługę ticketów w języku szwedzkim, a nie było w tym czasie osoby, która mówiłaby w tym języku. Zapytano się Maćka czy mógłby zacząć obsługiwać tickety po szwedzku, bo osoby z językiem angielskim starały się obsługiwać klientów z językiem szwedzkim używając Google Translatora, natomiast bardzo denerwowało Szwedów, którym zależało na tym aby porozmawiać z kimś po szwedzku, aby rozwiązać swój problem. Ponieważ Maciek lubił uczyć się języków, znając już norweski, nauczył się szwedzkiego. Po pewnym czasie okazało się, że zaistniała również potrzeba obsługi klientów z językiem niemieckim. Ponieważ Maciek miał talent do języków, niedługo zaczął obsługiwać również tickety z językiem niemieckim. Pojawił się jednak problem, ponieważ firma nie chciała mu zapłacić za obsługę dwóch dodatkowych języków – czyli szwedzkiego i niemieckiego. A Maciek posługiwał się w pracy już angielskim, norweskim, szwedzkim i niemieckim. Firma argumentowała, że Maciek wcale tak dużo ticketów z językiem szwedzkim i norweskim nie robi, co nie było prawdą, ponieważ system firmy rejestrował równie dużą ilość ticketów w języku szedzkim i niemieckim, jak w angielskim i norweskim. Maciek mówił, że żałuje podjęcia się obsługi aż tylu języków, gdyż miał przez to dużo więcej pracy i odpowiedzialności, które nie przekładała się na wyższe zarobki. Dopiero kiedy powiedział, że rzuci tę pracę firma zdecydowała się zapłacić mu za dodatkowe języki.
Jaki jest z tego morał – poligloci mogliby dobrze zastanowić się, zanim przyznają się do znajomości dodatkowych języków, jeśli chcą oczywiście, aby było to z korzyścią dla ich zarobków. To nic złego, jeśli jesteś poliglotą i uczysz się języków gdyż masz taką pasję. Kiedy jednak pasja zaczyna być związana z pieniędzmi i jak w tym przypadku – nie przekłada się na korzyści finansowe – może prowadzić do rozgoryczenia i wypalenia zawodowego, a tym samym utraty radości życia. Opisana historia nie musi oczywiście dotyczyć tylko umiejętności językowych, ale także innych – choćby znajomości obsługi jakiś programów.
Pułapka nr 4
Czas dojazdu do pracy nie jest wliczany do czasu pracy
Istnieje społeczne przyzwolenie na to, żeby dojazd do pracy nie wliczał się do czasu pracy.
To przyzwolenie wrosło na tyle w naszą mentalność, że nawet się tego nie kwestionuje. Są od tego wyjątki szczególne, jak np. delegacje gdzie dojazd do pracy jest wliczany, ale o nich nie będę tu mówić.
Mówi się, że mamy 8 h pracy, 8 h snu i 8 godzin czasu prywatnego, który w czasach Roberta Owena był nazywany czasem przeznaczonym na rozrywkę. Nie wiem, jak ty, ale ja nie posiadam służących którzy robią zakupy i zajmują się domem. Dlatego po pracy i załatwieniu obowiązków domowych, zostaje mi mniej czasu na tzw. rozrywkę niż to przewidział Robert Owen. Czasy się zmieniły, ale system 8/8/8 został i ma się całkiem dobrze.
Badania pokazują jasno, że im dojazd do pracy jest dłuższy tym bardziej spada nasze zadowolenie z życia i motywacja do pracy. Zjadanie czasu prywatnego przez dojazdy do pracy uważam za niepisaną umowę społeczną. Czy coś na tym tracisz? Otóż moim zdaniem – wiele. Wyobraź sobie, że dojeżdżasz do pracy 30 minut w jedna stronę przez pięć dni w tygodniu. Daje to 60 minut dziennie, 300 minut tygodniowo (czyli 5 godzin), 20 godzin miesięcznie i 220 h rocznie (jeżeli przemnożymy przez 11 miesięcy). To jest 220 godzin w ciągu roku czyli około 10 dni w roku spędzonych na samych dojazdach! Jest to 10 dni wyjętych z życia, które już nie wrócą i których nie wykorzystasz na spędzenie czasu z rodziną, realizowanie swoich pasji czy dbałość o zdrowie. Na szczęście świadomość ludzi na ten temat staje się coraz większa, a niekiedy pracodawcy umożliwiają pracę zdalna, która czas na dojazdach pozwala zaoszczędzić. Dlatego jeżeli stoisz przed wyborem nowej pracy, zachęcam Cię do tego, abyś spojrzał na swój czas jako jeden z najważniejszych zasobów w swoim życiu. Kiedy raz już bowiem raz przeminie, nigdy więcej nie wróci. Zastanawiam się ile osób liczy w ten sposób swój czas i ile osób swój czas faktycznie ceni. Ja znam w swoim otoczeniu co najmniej jedną osobę, która potrafi pojechać na drugi koniec miasta, aby zaoszczędzić 7 zł w sklepie, podczas gdy dojazd do tego sklepu trwa godzinę z okładem.
Pułapka nr 5
Doświadczenie pracy jest zależne od warstwy społecznej
Przemysław Sadura, polski socjolog, zauważył że klasowość pracy jest konstruktem nieświadomym w społeczeństwie i co ciekawe – nie generuje bezpośrednio konfliktów społecznych. Jak wyglądają klasy społeczne w kontekście pracy i jaki jest ich wpływ na radość życia? Przyjrzyjmy się bliżej temu zagadanieniu.
Jeżeli urodziłeś się i wychowałeś w tzw. klasie wyższej to zapewne czujesz się swobodnie
na rynku pracy. Nie musisz sam rozsyłać CV, bo praca sama o ciebie zabiega. Obracasz się
w kręgach wpływowych osób, a praca dla Ciebie jest synonimem samorealizacji. Jesteś szczęśliwy, bo widzisz efekty własnych działań – zupełnie jak artysta, który widzi swoje gotowe dzieło, albo prezes firmy, który widzi zyski finansowe swojego przedsiębiorstwa.
W tym przypadku radość i poczucie wolności związane z pracą przepełnia Cię całkowicie.
Jeżeli jednak urodziłeś się w klasie średniej to nie jest już tak różowo. Jesteś przekonany,
że uda Ci się zostać członkiem klasy wyższej, jeśli tylko się wykażesz, pokażesz że jesteś niezastąpiony i nie pójdziesz na urlop, jeśli przeczytasz kilka poradników ludzi sukcesu
i zaczniesz kopiować ich styl życia. Być może jesteś menadżerem albo specjalistą ds. marketingu. Być może na rozmowie o pracę przyszło ci udawać, że chcesz pracować dla samej tylko satysfakcji robienia czegoś fajnego, a nie dla pieniędzy. Twoja radość życia
i poczucie wolności są w tym przypadku tłamszone poprzez lęk przed byciem nie dość dobrym, poprzez ciągłe porównywanie się z innymi, przez lęk przed wypadnięciem z gry. Prestiż firmy w której pracujesz może opromieniać Twoje życie, nawet wówczas, gdy nie przekłada się to na finanse. W końcu mając w CV wpis z pracy w EY masz następną pracę
w kieszeni.
Jeśli natomiast jesteś rolnikiem, kasjerem czy wykonujesz inne prace nie wymagające dużych kwalifikacji, to należysz do tzw. klasy ludowej. Jest bardzo prawdopodobne, że bardziej niż rozwój własnej kariery liczą się dla Ciebie dobre relacje ze współpracownikami, pewne wynagrodzenie i poczucie stabilności.
Warto powiedzieć o jeszcze jednej klasie społecznej, rozpiętej niejako wpoprzek pozostałych. Możesz do niej należeć jeśli otrzymałeś wyższe wykształcenie, ale ledwo wiążesz koniec
z końcem. Podam Ci przykład. Jedna z moich koleżanek była doktorantką teatrologii na uniwersytecie i pracowała na pół etatu w teatrze jako asystentka reżysera, gdzie miała kontakt ze środowiskiem wyższych sfer, z artystami, aktorami itd. Udzielała się również w dziale marketingu teatru, gdyż jako polonistka miała tzw. lekkie pióro. Po godzinach jednak dorabiała w kawiarni, gdyż ani jej pensja w teatrze, ani stypendium otrzymywane na doktoracie nie wystarczało na pokrycie wszystkich jej potrzeb życiowych. Doktorat pisała dość długo, gdyż promotor uważał że jej praca nie jest jeszcze dość dobra. W ten sposób jej awans (także finansowy) był na uczelni zablokowany. Po kilku latach nie wytrzymała życia w kilku bardzo różnych miejscach jednocześnie, rzuciła doktorat i wyjechała za granicę, aby zacząć swoje życie zawodowe od nowa. Jak więc widzisz, zdarza się że nawet jeśli człowiek ma pewne ideały zawodowe i pojęcie o tym, co chce robić w życiu, rzeczywistość może blokować jego plany. W efekcie zamiast radości życia i poczucia spełnienia, może pojawić się rozgoryczenie i poczucie bycia oszukanym przez system, który zamiast oferować stabilność daje tymczasowe, niepewne i mało płatne posady.
Ja sama urodziłam się w pokoleniu w którym istniała nadprodukcja osób z dyplomami uczelni wyższych, a rynek pracy nie tworzył wystarczającej ilości stabilnych finansowo miejsc pracy. Myślę, że awans społeczny był łatwiejszy dla pokolenia boomersów niż dla pozostałych pokoleń.
Mam nadzieję, że ten odcinek był dla Ciebie inspirujący i że odkryłeś dzięki niemu kwestie dotyczące życia zawodowego, które mogą mieć wpływ na Twoją radość życia i poczucie wolności. Przejmij stery i wykonaj ćwiczenie zaproponowane w tym odcinku.
Jeśli spodobał Ci się ten odcinek, zasubskrybuj podcast na swojej ulubionej platformie, polub go i podziel się nim z innymi. To dla mnie bardzo cenne, bo pozwoli odkryć go osobom zainteresowanym tymi tematami. Do usłyszenia, cześć.




